Moc kawowych
faktów

Czarniej się nie da, czyli espresso w Bieszczadach

Dolce Gusto
30.05.2017 15:07
A A A
Czarniej się nie da, czyli espresso w Bieszczadach

Czarniej się nie da, czyli espresso w Bieszczadach (Fot. NESCAFÉ® Dolce Gusto®)

Jak połączyć przyjemne z przyjemnym? Zapakować ekspres Dolce Gusto razem z aparatem i teleskopem i wyjechać w Bieszczady. Mała czarna pod wielką czernią? Poproszę!

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w... no właśnie, każdy wie gdzie. Dzięki temu sloganowi Bieszczady urosły do rangi mitycznej krainy szczęśliwości, azylu uciśnionych z wielkomiejskich korporacji, gdzie w końcu można zaznać spokoju i odnaleźć sens życia. Ale gdy w sieci zawisło ogłoszenie, że poszukiwana jest osoba do wypasu owiec w Bieszczadach (za całkiem przyzwoitą pensją!), to chętnych nie było.

Ja pewnie też nie umiałbym tam zamieszkać na stałe. Ale każdego miesiąca spędzam tam minimum dwa dni. Nie dla widoków, nie dla powietrza, nie dla fauny. Dla ciemności!

Czarniej się nie da, czyli espresso w Bieszczadach

Zanieczyszczenie nieba światłem to coraz poważniejszy problem współczesnego świata, o którym niewiele się mówi. Rosnąca w zatrważającym tempie liczba sztucznych świateł poza oczywistymi dobrodziejstwami takimi jak poprawa bezpieczeństwa na drogach, niesie ze sobą sporo kłopotów. Potężne koszty energii elektrycznej, zaburzenia snu, do którego nasz organizm potrzebuje ciemności, czy poważne trudności w funkcjonowaniu gatunków prowadzących nocny tryb życia to tylko część "niedogodności". Miłośnicy astronomii dorzucą do tego zanik rozgwieżdżonego nieba - odbite od drobinek pyłu w atmosferze sztuczne światło tworzy łunę, której blask przewyższa większość widocznych na niebie gwiazd. W efekcie nad miastami zobaczymy zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu gwiazd. W Bieszczadach jest inaczej.

Odległość od dużych skupisk miejskich i mała gęstość zaludnienia sprawiają, że nocą jest naprawdę ciemno. Nieliczne latarnie oświetlające maleńkie wsie i powiatowe miasteczka gasną krótko po 23:00, gdy i tak już nikt z ich blasku nie korzysta. Przynosi to wymierne oszczędności w budżecie samorządów, ale przede wszystkim chroni jedno z największych dóbr tej części Polski - ciemne niebo pełne gwiazd!

Czarniej się nie da, czyli espresso w Bieszczadach
Niebo nad Bieszczadami w czasie nowiu Księżyca pozwala nieuzbrojonym okiem dostrzec ok. 3-4 tysięcy gwiazd. Jest ich tak dużo, że nawet doświadczeni obserwatorzy nieba miewają kłopot z orientacją w przestrzeni, gubiąc się przy próbie zlokalizowania tak podstawowych konstelacji jak Wielka Niedźwiedzica - wiem to z własnego doświadczenia i trochę mi z tego powodu wstyd.

Te ciemności przyciągają ludzi z całej Polski - ci ze Szczecina jeżdżą tu przez Berlin! W takiej ciemności można dostrzec i sfotografować słabe światło docierające z najpiękniejszych obiektów we Wszechświecie. Mnie osobiście przyciąga tu Droga Mleczna.

Jasna wstęga przecinająca nocne niebo z wyraźnie widocznym, intensywnym pojaśnieniem tuż nad południowym horyzontem pochłonęła mnie bez reszty. Widok kilkuset miliardów gwiazd stłoczonych tak blisko siebie, że obserwowane gołym okiem wyglądają jak świetlista chmura, każdego miesiąca każe mi spędzić 6 godzin za kierownicą na trasie Warszawa-Bieszczady.

Jej jasny szlak poprzecinany jest ciemnymi mgławicami - obłokami gazu i pyłu blokującego blask znajdujących się w tle gwiazd. I tak samo jak mała czarna może pobudzić do życia o poranku, tak ciemne mgławice są często wylęgarnią młodych gwiazd, który co prawda zobaczyć nie możemy, ale za to potrafimy "wyczuć" ich temperaturę. Te pyłowe struktury poza praktycznymi aspektami nadają Drodze Mlecznej niezwykłego wyglądu, który jest kwintesencją piękną nocnego nieba. Możecie to zobaczyć na jednym z moich zdjęć.

I jeśli mielibyście już teraz rzucić teraz wszystko i jechać w Bieszczady, to pamiętać należy o jednym! Warto zapakować do auta ekspres do kawy. Mój Movenza przypomina zresztą trochę statek kosmiczny i aż prosi się, żeby zabrać go w podróż. Zresztą znakomicie mieści się w bagażniku obok teleskopu i statywu z aparatem fotograficznym. I choć naprawdę statkiem kosmicznym nie jest (serio!), to po filiżance czarnego espresso i wyjściu na pierwszy lepszy pagórek kosmiczną podróż macie zagwarantowaną. A jak ktoś preferuje kawę z mlekiem, no cóż, droga pełna mleka wisi nad głową.

Przykład

Zobacz także