Słodka
tajemnica kawy

Nic śmiesznego, czyli ironicznie

Dolce Gusto
20.07.2017 16:48
A A A
Szczęście po polsku

Szczęście po polsku (Fot. NESCAFÉ Dolce Gusto)

Fragment książki "Jakoś to będzie. Szczęście po polsku", Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek, Wydawnictwo Znak.

- Czy Polacy mają poczucie humoru?

- A czy w tym kraju da się żyć bez niego?

Polskie poczucie humoru to temat śmiertelnie poważny. Bez niego nie przetrwalibyśmy ani jednego dnia - to pewne. To jednak bodajże jedyna kwestia, co do której wszyscy jesteśmy zgodni. Jedni z nas uważają, że mamy wspaniałe poczucie humoru, drudzy - że wręcz przeciwnie. Jeszcze inni podkreślają, że jest abstrakcyjne, przez co bliskie brytyjskiemu, a ich oponenci - że w niczym tamtego nie przypomina. Część z nas jest głęboko przekonana, że "potrafimy się śmiać ze wszystkiego, a najgłośniej z samych siebie". Tyle że zaraz ktoś sprostuje: "Nieprawda! Jesteśmy przewrażliwieni na własnym punkcie. Śmiejemy się tylko z innych". Jak jest naprawdę? Z pomocą mogłyby przyjść badania amerykańskich naukowców, ale ich rezultaty są zbyt śmieszne, by je cytować. Pewną otuchę może jednak przynieść fakt, że najwyraźniej wolimy się spierać o to, co jest zabawne, a co nie, niż przestać żartować.

Dobrym żartem byłyby może wyniki poniższego sondażu. Gdyby nie fakt, że jest prawdziwy.

Procent ankietowanych, którzy zgadzają się lub nie z tezą, że Polacy potrafią się dogadać
Fot. Wydawnictwo Znak


Każdy naród ma dyżurnych bohaterów żartów. Dla nas są to najczęściej: blondynka (- Kochanie, spóźnię się, stoję w korku. - A długi ten korek? - Nie wiem, jestem pierwsza), teściowa (Mistrz w pchnięciu kulą mówi do trenera: - Dziś muszę pokazać klasę. Na trybunie siedzi moja teściowa. Trener na to: - Nie ma szans, nie dorzucisz...), baba u lekarza (Przychodzi baba do lekarza z poparzonymi uszami. - Co się pani stało? - pyta lekarz. - Aaa, prasowałam, gdy zadzwonił telefon. - To jedno ucho. A drugie? - Chciałam szybko zadzwonić po pogotowie!), Jaś (Jaś przychodzi ze szkoły i chwali się ojcu: - Tato, dzisiaj na kartkówce nie popełniłem żadnego błędu ortograficznego ani gramatycznego. - Wspaniale, synu, a jaki był temat?
- Tabliczka mnożenia) oraz oczywiście baca (Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i woła: - Jaki
piękny dzionek! A echo z przyzwyczajenia: - ... mać, mać, mać...!). Dopracowaliśmy się tysięcy dowcipów na ich temat. Ale lubimy też żartować z naszych narodowych przywar:
Diabeł zwabił na skraj przepaści Anglika, Francuza, Niemca i Polaka. Podchodzi do Anglika i mówi:
- Skacz! - Nie skoczę. - Gentleman by skoczył. Anglik skacze. Diabeł podchodzi do Francuza i mówi: - Skacz!
- Nie skoczę. - Gentleman by skoczył. - Nie skoczę. - Ale teraz jest taka moda. Francuz skacze. Diabeł podchodzi
do Niemca i mówi: - Skacz! - Nie skoczę. - Gentleman by skoczył. - Nie skoczę. - Ale teraz jest taka moda. - Nie skoczę. - To rozkaz! Niemiec skacze. Diabeł podchodzi do Polaka i mówi: - Skacz! - Nie skoczę. - Gentleman by skoczył. - Nie skoczę. - Ale teraz jest taka moda. - Nie skoczę. - To rozkaz! - Nie skoczę. - No to nie skacz! Polak skacze.

Poczucie humoru zawsze jest mocno zakorzenione w rzeczywistości, w której wyrasta, a polska rzeczywistość - jak świat światem - nieustannie zaskakuje. Rafał Madajczak, dziennikarz i twórca satyrycznego ASZdziennika, przyznaje:

Możesz posadzić w jednym pokoju sto osób, które w pocie czoła będą wymyślać i spisywać żarty, a potem włączysz telewizję i na pasku przeczytasz coś, na co ta setka ludzi nigdy by nie wpadła. I to jest właśnie super! Żyjemy w wyjątkowym kraju i dzięki temu nasz humor też taki jest. Trudno go porównać z amerykańskim, brytyjskim czy francuskim.

W Polsce powstała wyjątkowa mieszanka. Z jednej strony mamy pokolenia wychowane na komediach Stanisława Barei i PRL-owskich kabaretach, komentujących absurdalną rzeczywistość w subtelny, aluzyjny sposób. Z drugiej - jesteśmy bardzo obyci z najlepszymi produkcjami zza oceanu i kanału La Manche. Wszystko to zostało wymieszane i podlane obrazoburczym humorem, który najlepiej objawia się w memach. Mamy więc żart jedyny w swoim rodzaju, oddający polską skłonność do "szydery".

Szydera szczególnie dobrze sprawdza się, gdy zawodzi wszystko inne. Uruchamia się jak instynkt samozachowawczy. Nie ma traumy, której nie próbowalibyśmy w ten sposób obłaskawić: czy to trudnej sytuacji życiowej, czy klęsk żywiołowych czy historycznych, czy każdej innej beznadziei. Mówi się, że brytyjski czarny humor jest niedościgniony, ale szydera to nasza najlepsza strategia przetrwania.

Lubimy, gdy to, co mówimy, jest podszyte ironią lub nawet sarkazmem. A skoro tak, to najlepszy żart musi być nieco wredny. Jesteśmy mistrzami drobnych złośliwości i półuśmiechów. Jakbyśmy chcieli pokazać światu, że z uniesień uznajemy co najwyżej uniesienie brwi. To nieraz zaskakuje obcokrajowców odwiedzających Polskę, dla których nasz humor bywa trudny do wychwycenia. Zwłaszcza obecnie, gdy o poczuciu humoru coraz rzadziej świadczą opowiadane dowcipy, a co-raz częściej dynamiczne komentowanie rzeczywistości, dla którego kluczowy jest kontekst. Swoimi obserwacjami dzieli się Navdeep Gill, Amerykanin, który mieszkał w Polsce przez osiem lat:

W polskim poczuciu humoru chodzi nie tylko o to, by boki zrywać, lecz także o wyśmianie absurdalnej rzeczywistości. Oglądałem Dzień świra. Według mnie główny bohater jest nieszczęśliwym starszym facetem. Nie widzę w nim nic śmiesznego. Wielu Polaków jednak uważa ten film za przezabawny. Jakby Polacy poprzez humor ciągle sprawdzali granice swojej wytrzymałości: "Myślisz, że to mnie złamie? To patrz!". Mam wrażenie, że od pewnego czasu absurdalny humor staje się coraz bardziej popularny na świecie. Ale wy, Polacy, macie w nim o wiele większe doświadczenie przez to, w jakiej rzeczywistości musieliście przez wiele lat żyć.

Zdaniem Navdeepa dziedziną, w której polski humor objawia się najintensywniej, jest polityka. Głupia wpadka wysokiego urzędnika państwowego, bez względu na to, do której partii należy, nie staje się po prostu obiektem żartu czy dwóch, lecz napędza cały przemysł humoru: dziesiątki rysunków, memów, komentarzy, które wzajemnie się nakręcają, aż internet ze śmiechu pęka w szwach. Tę intuicję potwierdzają badania: właśnie z polityków żartujemy najchętniej. Drugie miejsce na podium zajmują żarty z życia codziennego, trzecie zaś - żarty sytuacyjne. Jako jedyny spośród jedenastu krajów objętych badaniem wskazaliśmy humor polityczny jako ten najzabawniejszy. Być może jest on - wraz z ogólnym brakiem zaufania do polityków - pozostałością po czasach, gdy żarty zastępowały debatę publiczną i były jedynym skutecznym sposobem oswojenia mało wesołej rzeczywistości. Ale nie tylko.

Procent ankietowanych, którzy zgadzają się lub nie z tezą, że Polacy potrafią się dogadać
Fot. Wydawnictwo Znak

Żarty polityczne to nasz największy wspólny mianownik. Często potrafimy podać nazwisko tylko jednego piłkarza czy skoczka narciarskiego, więc taki temat mógłby się szybko wyczerpać, a na polityce znamy się przecież wszyscy. Gdy spotykamy się przy rodzinnym stole, żarty z polityków - bez względu na nasze przekonania - są wdzięcznym i bezpiecznym tematem. Najczęściej wszyscy wiemy, kto jest kim i co znowu wymyślił.

Humor bywa też jak markery w laboratorium w serialu typu CSI: Kryminalne zagadki Miami. Wrzucasz kawałek materiału do jakiejś substancji, a on się zabarwia i pokazuje: "O! Były narkotyki!". Tak samo jest z naszym humorem: pokazuje, co nas boli, co interesuje, co akurat jest palącą kwestią. To doskonale widać przed wyborami. Ich wyniki można przewidzieć z liczby i tonu żartów. Gdy ktoś pada ofiarą żartów częściej niż inni kandydaci, najprawdopodobniej przegra, nawet jeśli sondaże dawały mu duże szanse. Choć bywa też odwrotnie: jeśli są to żarty pozytywne, w których polityk dokonuje rzeczy niemożliwych niczym Chuck Norris, może nawet zostać europosłem - zauważa RAFAŁ MADAJCZAK z ASZdziennika.

Humoru potrzebujemy najbardziej, gdy w naszym życiu pojawiają się kłopoty. Pozwala on nabrać dystansu, oswoić to, co trudne, i właśnie w takim humorze się wyspecjalizowaliśmy. Ale bez względu na to, co śmieszy nas najbardziej, warto po prostu śmiać się jak najczęściej. Wszyscy znamy stare polskie przysłowie: śmiech to zdrowie. To nie żart. Śmiech pozwala dotlenić organizm i pobudza pracę mięśni, dodaje energii i poprawia nastrój, rozładowuje stres i zwiększa odporność. To drobne drgnienie kącików ust działa na nas niczym włącznik dobrego samopoczucia. Nawet jeśli uśmiechamy się tylko pod nosem.

Przykład

Zobacz także